Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Story continues...


Story continues...

Ehhh...koniec roku się zbliża, więc czasu brak, ale trzeba wreszcie narzucić jakieś sensowne tempo, bo chciałbym skończyć "Demony..." do końca wakacji. Tak więc: Rozdział XXIX!
Ps. Nim zaczniemy, to muszę się wam przyznać, że ten rozdział mi się podoba. Zarówno ze względu na kilka zabawnych sytuacji w środku, jak i (a może przede wszystkim) z powodu zakończenia w stylu: "No to mamy przesrane..."



- Gadaj. – stanowczy, kobiecy głos przerwał pełną napięcia ciszę.
- Ależ, cóżże miałbym wam powiedzieć? – padło w odpowiedzi.
Gadająca, wampirza głowa spoglądała na otaczających ją ludzi z nieskrywanym, acz grzecznym zdumieniem, które jednak zamiast wzbudzić sympatię - w obliczu częściowego spopielenia i smrodu otaczających to co pozostało z przystojnego niegdyś wampira – wywołało jedynie niechęć i wzmagało podejrzenia.
- Wszystko. Możesz zacząć od tego kto was nasłał i czego chciał?! – dziewczyna gniewnym spojrzeniem swoich chabrowych oczu próbowała najwyraźniej wgnieść wampira w stół na którym go postawiono, jednak ten nadal wyglądał niczym zaskoczony własną śmiercią duch.
- Panienko, ja naprawdę nie… - zaczęła głowa przepraszająco, jednak szybko przerwał jej śmiech Mattisa.
Zszargane wydarzeniami dnia poprzedniego nerwy olgara dały wreszcie o sobie znać, a kroplą która przepełniła czarę był widok wampirzej głowy kołyszącej się miarowo w rytm ruchów własnej szczęki.
- Prze… przepraszam bardzo! – wykrzyknęła głowa oburzona. – Naprawdę jestem wstanie wiele zrozumieć, uważam jednak, iż tego typu zachowanie jest wysoce niestosowne w zaistniałej sytuacji!
Reprymenda – choć słuszna – odniosła jednak skutek odwrotny od zamierzonego. Mattis wybuchnął jeszcze głośniejszym śmiechem i zgięty w pół, musiał odejść na bok. Nario tymczasem usiadłszy przy stole, wpierw pociągnął solidnie z trzymanej w ręku piersiówki, po czym nie spuszczając badawczego wzroku z wampira oparł głowę na drewnianym blacie:
- No tego tu jeszcze nie było. – mruknął podając buteleczkę siadającemu obok wojownikowi, który zdążył się już nieco opanować. – Nie dość, że ten sukinsyn przeżył urwanie mu łba, to jeszcze ma siłę na kłótnie… w dodatku na kłótnie w typowo arystokratycznym stylu... Dobrze wam tu wampirom w Agracil, prawda?
Stary zamilkł na chwilę, jakby oczekując na odpowiedź, jednak gdy ta nie nadeszła, błyskawicznym ruchem odebrał Mattisowi malutką buteleczkę i przyłożył sobie do ust. Wampir wyglądał przez chwilę na naprawdę przerażonego, co znacznie poprawiło humor Łowcy:
-Ehh… starym się już jest… zasiedziałem się w tej mojej norze, nosa nawet nie wyściubiwszy na zewnątrz, języka nie zasięgnąwszy. Oj, jeszcze trzydzieści lat temu nie uszłoby wam to na sucho krwiopijcy przeklęci. Oj, nie uszło. Urządziłbym wam ja prawdziwe Krwawe Gody!
Nario zakończył wywód, wbijając dla zwiększenia efektu swój pokryty runami i ostry jak brzytwa nóż w dębowy blat stołu. Wampir – o ile to w ogóle możliwe – zbladł jeszcze bardziej. Łowca uśmiechnął się na ten widok półgębkiem, jednak nie skomentował. Zamiast tego począł kroić spory kawałek czarnego jak smoła tytoniu, wyciągniętego z wnętrza jednej z wielu kieszonek swojej kamizelki.
- Nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie, wampirze. – przypomniała Ariane stalowym głosem.
- W istocie… nie odpowiedziałem – odrzekł wampir chłodno. – Proszę wybaczyć mi moją bezpośredniość, jednak zrobiłem to, gdyż uznałem owo pytanie za zwyczajnie głupie.
Czarodziejka słysząc to, gniewnie zacisnęła usta i skrzyżowała ręce na piersi. Zamiast słów jednak, wampir doczekał się w odpowiedzi jedynie kilku niewielkich błyskawic, które zatrzeszczały groźnie w powietrzu. Delikatna woń ozonu rozeszła się po pomieszczeniu rozbudzając Conana. Wilk uniósł łeb rozglądając się przez chwilę z zaciekawieniem, jednak widząc, iż nic ciekawego się nie dzieje szybko wrócił do przerwanej drzemki.
- No dobrze, wyjaśnię więc. – zaczął wampir okazując się być na tyle inteligentnym, by zacząć się tłumaczyć bez dalszych „pogodowych” wskazówek ze strony Ariane. – Widzi panienka, my wampiry mimo naszych wielu zalet – Nario prychnął pogardliwie – mamy też kilka…hmm…słabości. – Nario prychnął raz jeszcze, wampir jednak zdawał się tego nie słyszeć.
- Reasumując, zapytała się panienka o to kto nas przysłał i w jakim celu. Odpowiedź jest prosta i nasuwa się sama. Głód. Tak, właśnie głód! To ta, największa z wampirzych słabości kazała przyjść nam tutaj i zapolować.
- Hahaha! Uważaj pokrako, bo dziewczyna jeszcze ci uwierzy! Głód?! Dobre sobie! – Nario omal nie zleciał z ławy zanosząc się śmiechem. Co prawda udało mu się jakoś zachować równowagę, jednak wypity alkohol bynajmniej nie ułatwiał sprawy.
- Nario, co masz na myśli? – czarodziejka uniosła wysoko brew, spoglądając to na wampira, to na starca.
- Tak, wyjaśnij. – dołączył się Mattis, z zaciekawieniem unosząc głowę znad stołu.
- Patrzcie, jak powszechnie wiadomo wampiry mają bardzo wyczulone wszystkie siedem zmysłów. A wię…
-… chwila Nario! Od kiedy to jest siedem zmysłów? – z deka wstawiony już Mattis spojrzał na starego Grimmę z zaciekawieniem, mrużąc przy tym oczy.
- Smak, węch, wzrok, słuch, dotyk, postrzeganie magiczne i elektrorecepcja. – wyrecytowała Ariane, lekko już zniecierpliwiona. – Niektórzy wyróżniają także percepcję duchową, odpowiedzialną za przeczucia i wizje, jednak już dawno udowodniono, że jest ona tylko jednym ze składników postrzegania magicznego. Nario, kontynuuj.
Mattis jeszcze przez chwilę patrzył na dziewczynę z otwartymi ustami, jednak pragnienie szybko zwyciężyło. Olgar osuszył więc piersiówkę Grimmy i poszedł spać. Sam Nario zaś nadal uśmiechając się lekko, kontynuował nieco radośniejszym głosem, w którym dało się posłyszeć także i nutkę podziwu dla czarodziejki:
- Mówiąc krótko, wampirze zmysły, a już w szczególności zmysły tych wampirów, które mogą przeżyć bez ciała – tu Nario wymownie spojrzał na pewną głowę. – są wystarczająco wyczulone, by wyczuć aurę znajdujących się w pobliżu istot. W tym i nas. Jeszcze, gdyby chodziło tylko o te uzależnione od krwi ścierwa, których pozostałości drażnią mi w tym momencie śluzówkę, to jeszcze byłbym skłonny uwierzyć, że ich nie obchodziło, lub zwyczajnie nie wiedziały kogo atakują. Jednak on… Zwyczajnie nie wierzę, że nie wyczuł znajdujących się razem w jednym domu: olgara, Siewcy Burzy i dwójki… czarodziejów.
Ostatnie słowo Nario wypowiedział z ociąganiem, tak jakby z trudem przechodziło mu ono przez gardło. Starzec wyglądał na zmieszanego - wbił wzrok w stojącą na stole głowę wampira i uważnie lustrował rysy jego nadpalonej twarzy. Wszystko, byle by tylko nie musieć patrzeć na Ariane.
„Aerte Desanna” przemknęło dziewczynie przez głowę. Od przebudzenia się z przerażającego transu wiedziała, że Nario jest czarodziejem, choć starzec nie powiedział jej tego wprost. Po prostu nie było innej możliwości. Tylko czarodziej - i to potężny czarodziej - mógł wykonać tak skomplikowany rytuał. Wszystko zaczynało mieć teraz sens. Przecież już wcześniej czuła, że starzec jest do niej w jakiś sposób podobny, że łączy ich coś szczególnego! Te wszystkie rady Nario odnośnie pielęgnacji wszczepów, te wszystkie książki dotyczące magii, zaklęć, rytuałów, czy alchemii. Ariane od samego początku podświadomie czuła kim jest jej opiekun, jednak tak naprawdę dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę. Nario Grimma był czarodziejem! Szok jakiego doznała omal nie zwalił jej z nóg. Kolana drżały jej jak galareta, a przed oczami biegały mroczki. Dziewczyna poczuła jak zaczyna zapadać się w ciemność, balansując na granicy między świadomością, a snem. I z pewnością straciłaby przytomność, gdyby nie ten przyzywający głos, kojący swoją delikatnością i zadający pytanie, które w tym momencie mogłoby być tym najważniejszym:
- Za przeproszeniem, ale czy ten wyliniały kundel, aby na pewno jest Siewcą Burzy? – wampir zezując okrutnie i wykorzystując dwa, ocalałe z kręgosłupa kręgi próbował za wszelką cenę dostrzec rozciągniętego tuż obok stołu Conana.
- Przestań ze mną pogrywać!!! – wrzasnęła czarodziejka uderzając z całej siły w stół i rozsiewając wokół gromadę skwierczących błyskawic.
Nario spoglądał ze zdumieniem na miejsce, w którym jeszcze przed chwilą znajdowała się wampirza głowa. Teraz było ono puste.
- Ariane coś ty zrobiła? – zapytał stary Grimma niepewnie.
- Nic mi nie jest! Nadal żyję. – nieco przytłumiony, ale wciąż rozpoznawalny głos dobiegał spod stołu.
Starzec i dziewczyna spojrzeli na siebie, nie wiedząc czy się śmiać, czy płakać.
-Przepraszam, czy może mnie ktoś podnieść? Nie czuję się zbyt pewnie leżąc na podłodze. Tu jest brudno. Prze…aaaaa…. Nie, nie ty! Zostaw mnie potworze! Przestań wbijać mi te swoje kły w czaszkę!
Nario stwierdziwszy, że Ariane najwidoczniej dobrze się bawi patrząc jak Conan miota i gryzie wampira, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Powoli i chybotliwie podniósł się z ławy i przełożył jedną nogę ponad nią, a potem usiadł okrakiem, by przełożyć i drugą. W tym momencie dostrzegł Mattisa pozbawionego lewej brwi i omal nie spadł. Starzec opanował się jednak czym prędzej i przy nieznacznej pomocy rąk przełożył nad deską i drugą nogę. Pasek u spodni zatrzeszczał przeraźliwie przy wstawaniu, przywołując niemiłe wspomnienia. Chwilę potem Nario Grimma, zwany też Ferkharą trzymał w swoich silnych dłoniach to co pozostało z przesłuchiwanego i uśmiechał się złowieszczo:
- Nło mosze nie…nikty nie doofiem siem z czego Ołen obi…hep… swój biiimberł…- zaczął bełkotliwie, a gdy zobaczył, że wampir staje się niemal odprzężony, zmrużył oczy i dokończył już zupełnie wyraźnie. – Ale za to z łatwością wyciągnę z ciebie dla kogo pracujesz.

***


Łańcuchy pobrzękiwały cicho w rytm kroków ludzi prowadzonych ciemnym korytarzem. Żaden z nich nie liczył na to, że jeszcze kiedykolwiek zobaczy słońce. Żaden z nich nie miał nadziei na dożycie następnego dnia. Zbyt wiele słyszeli o osobie, do której ich prowadzono, by móc jeszcze się łudzić. Teraz pozostało im tylko jedno... marzyć o śmierci. Śmierci, która przyszłaby szybko i bezboleśnie. Wtedy jeszcze nie wiedzieli jak bardzo się mylili i o ile rzeczywistość miała się okazać gorsza od wyobrażeń
- Wchodzić, szybciej! - krzyczała jedna ze strażniczek o wyjątkowo nieprzyjemnym głosie.
Kobieta raz za razem smagała więźniów batem, prowadząc ich ku drzwiom, za którymi czekało przeznaczenie… Jasne światło po drugiej stronie oślepiło ich, paliło w oczy i czyniło jeszcze bardziej bezbronnymi, a odbijające się od ścian echo krzyków strażniczki dezorientowało. Było ich dwunastu. Dwunastu przypadkowych ludzi wśród tych wszystkich, których życie zaprowadziło do ciemnego i wilgotnego lochu, by w nim zgnili. Złodzieje i oszuści, bandyci i buntownicy, mordercy i gwałciciele. Wszyscy oni mieli dziś zawisnąć i swoją śmiercią zabawić znudzony tłum. Okrutni bogowie przyszykowali im jednak gorszy los…

***


Świtało. Miasto – wyzute z energii po wydarzeniach dnia poprzedniego – zaczynało powoli budzić się do życia. Pierwsze dźwięki wstającego dnia drażniły wrażliwe ucho siedzącej przy stole dziewczyny. Ariane czekała wraz z Mattisem na dole, tak jak im kazał Nario, bowiem stary Grimma zabrał wampira do jednego z pokoi na półpiętrze, by tam go – jak to powiedział – „przesłuchać”. Czarodziejka nie miała pojęcia, jak to przesłuchanie ma wyglądać, jednak sądząc po zachowaniu starego awanturnika nie miało być to nic przyjemnego. Nario osobiście przestrzegł ich, by nie wchodzili na górę dopóki on sam do nich nie zejdzie. Zresztą i tak, jakiekolwiek próby wtargnięcia tam były z góry skazane na niepowodzenie. Drzwi były zabezpieczone potężnym zaklęciem ochronnym, czego czarodziejka nie omieszkała już dawno sprawdzić.
„Kim on jest do cholery” myślała. „Może i nie spotkałam zbyt wielu prawdziwych czarodziejów w swoim życiu, jednak to oczywiste, że jestem znacznie silniejsza od byle magika. A, on? Ten stary pierdziel mydlił mi oczy przez taki kawał czasu, a ja nic nie zauważyłam dopóki sam się nie przyznał… I ta jego siła… Czy to możliwe, by był kiedyś silniejszy nawet…”
„…nawet ode mnie?” odezwał się złowieszczy głos, kusząc i odpychając zarazem. „Może kiedyś… bardzo dawno temu. Jednak teraz nie oparłby mi się.”
„Jesteś bezbronna Azero, nie masz nawet ciała.”
„Nie mam? A, czy twoje mi nie wystarczy?” niemy chichot stopiony z tymi słowami zmroził czarodziejce krew w żyłach. „Jesteś osłabiona moja mała… Bardzo osłabiona… Nie oprzesz mi się. Chodź…chodź…” Ariane poczuła jak odpływa, jak zaczyna brakować jej tchu. Mrok w jej duszy pochłaniał ją, pożerał…
- Ariane?! Wszystko w porządku? – Mattis stał tuż obok i przytrzymywał ją tak, by nie upadła.
- Och, nie… to nic, wszystko w porządku.
Czarodziejka mówiła powoli, a serce biło jej jak oszalałe. Nie wiedziała czy to skutek jej kiepskiej kondycji, czy efekt bliskości jasnowłosego olbrzyma. Zresztą, nie obchodziło jej to. Czuła, że pragnie być teraz z nim za wszelką cenę, a on czuł najwyraźniej czuł to samo, gdyż pocałował ją prosto w jej pełne usta. Ariane przez chwilę nie mogła uwierzyć, że dzieje się to naprawdę i zaciskała oczy jakby bojąc się, że gdy je otworzy, czar pryśnie.
- Do kaduka!!! – czarodziejka odskoczyła od olgara jak oparzona.
- Ariane, przepraszam… nie powinienem… - Mattis zmieszał się, jednak w jego głosie dało też się wyczuć nutkę zawodu.
-Och, to nie twoja wina! – zapewniła dziewczyna energicznie. - To ta przeklęta suka! Znowu zaczęła się…
W tym momencie drzwi na półpiętrze otworzyły się i wyszedł z nich Nario, cały spocony i czerwony z wysiłku. W jednej ręce niósł wampirzą głowę, która wyglądała na obrażoną… I to bynajmniej nie z powodu niesienia jej za niegdyś gładkie i lśniące czernią włosy.
- I co? – pierwszy pytanie zadał Mattis, uśmiechając się przy tym kącikami ust, z tylko sobie znanego powodu.
- Wody. – wysapał starzec. – Wody z cukrem.
Ariane błyskawicznie pobiegła do kuchni, wracając po krótkiej chwili ze sporym kubkiem w ręku. Podała go siedzącemu już przy stole Grimmie, któremu starczyło sił jedynie na delikatne skinienie w podzięce. Łowca pił wodę powoli, małymi łyczkami, zupełnie nie zważając na pytające spojrzenia przyjaciół.
- Pośpiesz się. – ponagliła go dziewczyna.
Nario spojrzał na nią wilkiem i mruknął tylko: „Nic dobrego.”, po czym pił dalej. Trwało to jeszcze chwilę, a gdy wreszcie starzec skończył Ariane i Mattis patrzyli na niego z nieskrywaną niecierpliwością:
- A więc dobrze. – zaczął i odetchnął głęboko. - Nasza pomocna głowa w końcu jednak uległa - choć oczywiście nie bez oporów - moim żarliwym prośbom – wampir prychnął.
- Mógłbyś sprecyzować? – olgar zaczął bębnić palcami po blacie stołu.
- Dowiedziałem się przede wszystkim kto i dlaczego na nas poluje. Jeśli pozwolicie to zacznę od tego dlaczego. – wojownik i czarodziejka skinęli jednocześnie głowami. – Oczywistym sprawcą całego zamieszania jesteś ty, Ariane. Ze swoją ogromną mocą i zdolnością do przyciągania iskariotów stanowisz niemałe zagrożenie dla bezpieczeństwa innych. Jednocześnie zaś, czyni cię to na swój sposób atrakcyjną. Jak to mówią: „Im broń bardziej zabójcza, tym bardziej przydatna”, czyż nie?
- Jak dotąd nie powiedziałeś nic nowego. Nie zapominaj, że w zamyśle tej głupiej dziwki – czarodziejka wskazała na swoją pierś. – miałam być bronią doskonałą. Wyszkoloną do wykańczania iskariotów i im podobnych. – dziewczyna patrzyła na starca hardo, jednak mówiła to wszystko nie bez goryczy w głosie.
- Wiem o tym, Ariane. Nie musisz mi przypominać.
- To świetnie. Skoro sprecyzowaliśmy motywy zbrodni, ustalmy sprawcę.
- Zgaduj. – Nario podjął zaczętą przez dziewczynę grę.
- Inkwizycja i czarodziejki. – odparła szybko i pewnie.
- Brawo, geniuszu. Jednak jest jeszcze gorzej niż oboje przypuszczacie.
- Co masz na myśli? – Mattis poruszył się niespokojnie, jakby przeczuwając co za chwilę się wydarzy.
- Jeśli chodzi o inkwizycję, to trafiliśmy na najgorszego skurwysyna jakiego kiedykolwiek znałem. Naszą sprawą zajął się sam Wielki Inkwizytor Ulianus Mściwy, a poprzez niego o wszystkim dowiedział się nasz ukochany cesarz Carallian.
- Czyli mówiąc krótko, acz dosadnie mamy totalnie przesrane? – podsumowała Ariane, krzywiąc się.
- Problem w tym, że jeszcze nie to jest najgorsze… - Nario spojrzał współczująco na Mattisa, co nie uszło uwadze Ariane.
- O co chodzi? Nario, chcę usłyszeć kto wysłał te przeklęte wampiry, bo na pewno nie był to inkwizytor!
Starzec wahał się przez chwilę, jednak ponaglił go Mattis, cały spięty jak struna:
- No powiedz to wreszcie. – warknął przez zęby.
- Przykro mi Mattisie, ale osobą, która chce dorwać Ariane najbardziej jest nie kto inny jak sama Wielka Mistrzyni Czarodziejek – Taira C’Onet. Twoja siostra.

Głosuj (2)

Nessekantos 1/06/2010 22:21:05 [Powrót] Komentuj


Ness, mam nadzieję, że jeszcze się tu pojawisz! Nawet nie próbuj stąd zniknąć!

A tak poza tym to wpadłam powiedzieć, że wrzuciłam prolog nowego opowiadania.
niespokojna 9/08/2010 17:31:02
| brak www IP: 95.170.246.16

Taak... miałam ci skomentować jakiś czas temu, ale leń mną zawładną. I teraz widzę, że niespokojna mnie wyprzedziła, więc czy jest sens powtarzania tego samego? Oczywiście, gdzieś tam mi przemknęły przed oczami parę błędów interpunkcyjnych, lecz nie będzie cię zamęczać. Zamiast tego pogratuluje ci świetnego rozdziału, a dialog z odcięta głową po prostu mnie rozbroił^^. A ja bym tak samo postąpiła na miejscu Mattisa. Wole się wyspać porządnie. Nie mam nic więcej do powiedzenia. Zapraszam tylko na nowy rozdział na: smocze-dziedzictwo.ownlog.com
smok ziemi 23/06/2010 17:35:33
| brak www IP: 178.36.35.122

I zapraszam na nową część u mnie.
niespokojna 19/06/2010 11:17:52
| brak www IP: 77.237.0.144

Przepraszam, że z takim poślizgiem zabieram się do komentowania, ale w związku z końcem roku nie chciało mi się robić absolutnie nic, co wymagałoby myślenia.
Na dobry początek przyczepię się do wzmianki i 'chabrowości' wpatrujących się w głowę oczu. Trochę dziwnie to tam brzmi i nie pasuje mi zupełnie. Za to sama dyskusja z głową wygląda dość sympatycznie ^^ Zwłaszcza Nario. Coraz bardziej lubię tego faceta ^^
Z kolei dziwi, że Mattis tak sobie po prostu poszedł spać. Ja wiem, że można być strasznie zmęczonym, ale kto idzie spać, gdy dzieją się tak ciekawe rzeczy? W życiu nie poszłabym dobrowolnie spać, gdyby na stole leżała gadająca wampirza głowa O.o''
'Nie czuję się zbyt pewnie leżąc na podłodze. Tu jest brudno.' - to jest po prostu rozwalające ;D
'A, czy twoje mi nie wystarczy?' - po co Ci tam ten przecinek?
A zakończenie zaiste ciekawe.
No, tyle z tego co mi się nasunęło.
niespokojna 18/06/2010 17:45:28
| brak www IP: 77.237.0.144

[SPAM]
Jeśli chcesz wiedzieć, co sądzą o Twoim blogu inni lub po prostu masz ochotę na odrobinę krytyki, to zgłoś się do oceny na http://krytyka--blogow.blog.onet.pl
Za SPAM przepraszam.
Akira 12/06/2010 18:56:02
| brak www IP: 77.255.26.87

Taaa... wybacz, że jeszcze ci nie skomentuje, ale nie mam czasu. Jedynie chce odpowiedzieć ci na twój komentarz.
Jak zauważyłeś, to dopiero początek i nie chciałam się rozpisywać na nie wiadomo ile stron, aby wyjaśnić, dlaczego takie wybrałam imiona, a nie polskie. Nie chciałam zbytnio zanudzać od pierwszej notki. A co do obsadzenia akcji w Karkonoszach. Myślałam o Stanach Zjednoczonych lub Wielkiej Brytanii, ale to takie...nudne, a poza tym, nigdy tam nie byłam i nie potrafiłabym czuć się w tamten klimat. Chciałam też wykazać, że polskie góry też są piękne, a poza tym, tam spędziłam ostatnie wakacje w Leśnej. Korso jest zastępczą nazwą miasta, gdyż rzeczywista nazwa jakoś mi nie pasowała. Dopiero w drugim rozdziale będzie mowa o tym, że wygląd Lei wzbudza u niektórych dziewcząt, jak sam się wyraziłeś gniew, nienawiść, zazdrość.
smok ziemi 2/06/2010 14:21:35
| brak www IP: 178.36.54.249




Szablon: Niespokojna
Grafika: DA.
Wyłącznie dla Nessa.
Nie kradnij.




Ksiega Gości
Dodaj do Księgi

Dodaj do Ulubionych

Było: 17473
Przeszło tędy samotnych wędrowców

Rozdział I
Rozdział II
Rozdział III
Rozdział IV
Rozdział V
Rozdział VI
Rozdział VII
Rozdział VIII
Rozdział IX
Rozdział X
Rozdział XI
Rozdział XII
Rozdział XIII
Rozdział XIV
Rozdział XV
Rozdział XVI
Rozdział XVII
Rozdział XVIII
Rozdział XIX
Rozdział XX
Rozdział XXI
Rozdział XXII
Rozdział XXIII
Rozdział XXIV
Rozdział XXV
Rozdział XXVI
Rozdział XXVII
Rozdział XXVIII
Rozdział XXIX
Rozdział XXX


"IX"
Bzdury
Teoria Magii
Mapa Astronii


Blog Niespokojnej



Nazywają mnie różnie, gdyż różne są moje oblicza...tutaj jednak niech będę Nessem - królem tego kawałka sieci. Jaki jestem, zapytasz? "Inny," odpowiem i uśmiechnę się tajemniczo, uśmiechem osoby która wie więcej - a przynajmniej tak jej się wydaje. Kim jestem, zapytasz? "Pisarzem" rzeknę. "A przynajmniej kimś, kto się za pisarza uważa." I na miłość boską!!! Wbrew blogowym prawidłom - JESTEM FACETEM! A przynajmniej fizycznie, bo co do psychiki, to wszystkiego się można spodziewać.


Janek w Krainie Czarów
Sprawdź Siebie - Oceniarnia
Oceny Opowiadań
Magia Smoka
Strzał z atramentowego bicza od Bittersweet